SAMODZIELNE MATKI. POLICZMY SIĘ

S

Ile dziś jest w Polsce samotnych matek? „Tego nie wie nawet Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jedyne wiarygodne liczby podaje Główny Urząd Statystyczny, tyle że aktualizuje je dość rzadko. Ostatnie twarde dane pochodzą z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 r. Wówczas liczbę domostw, w których rodzic samotnie wychowuje dziecko lub dzieci do lat 24, określano na 1 mln 288 tys., co stanowiło blisko jedną czwartą wszystkich rodzin. Aż 89 proc. samotnych rodziców to kobiety” (dane podane za tygodnikiem Wysokie Obcasy, link na końcu wpisu).

Mówiąc szczerze, te dane trochę zwalają mnie z nóg. Jedna czwarta wszystkich rodzin to rodziny, w których dzieci są wychowywane samodzielnie? Serio? Żyję chyba w jakiejś bańce, bo kiedy próbowałam policzyć na palcach znane mi z bliższego otoczenia osoby, które dziecko wychowują samodzielnie, to wystarczyła mi jedna ręka.

Dalej idąc tropem Wysokich Obcasów, czytam o tym kim są samodzielnie wychowujące dzieci matki Polki. 39 proc. to opuszczone mężatki, 28 proc. rozwódki, 23 proc. panny, a blisko 10 proc. to wdowy. Trochę mierzi mnie określenie „opuszczone mężatki”, bo brzmi to trochę jakby rozpatrując rozpad związku zakładano, że to kobieta była opuszczona. A przecież jest wiele kobiet, które podejmują odważną decyzję odejścia od partnera/męża, bo czują że bez niego wychowają dziecko lepiej i będą szczęśliwsze. Tych sytuacji wydają się autorzy badania nie zauważać, a przynajmniej nie rozdzielili tu statystyk na opuszczone matki i ojców.

Coraz częściej zdarza się również sytuacja, kiedy decyzja o samodzielnym macierzyństwie podejmowana jest już na etapie poczęcia. Decyzje te kobiety podejmują z różnych przyczyn, ale brak odpowiedniego partnera, który byłby gotowy na ojcostwo, jest jedną z tych najpowszechniejszych. Sama jestem przykładem takiej sytuacji.

Oczywiście nie ma w tym zakresie oficjalnych statystyk, nie w Polsce – kraju gdzie oficjalnie nie ma żadnych systemowych rozwiązań, sprzyjających samodzielnemu zachodzeniu w ciążę. Tak jak nie ma też informacji o dzieciach rodzących się w parach homoseksualnych. Niemniej udało mi się znaleźć ciekawe dane z Wielkiej Brytanii.

Human Fertilisation and Embryology Authority (w wolnym tłumaczeniu: Urząd ds. Zapłodnienia i Embriologii Człowieka) zrobił szerokie badania, związane z procedurami in-vitro oraz inseminacji z wykorzystaniem nasienia dawców w Wielkiej Brytanii w 2017 r. (na chwile obecną nowszych badań nie ma). Z badań wynika, że procedury dla samotnych rodziców stanowią 3% wszystkich procedur wspomaganego rodzicielstwa. Przekładając to na bezwzględne cyfry stanowi to ponad 2200 zabiegów rocznie, jako że w Wielkiej Brytanii wykonano w 2017 roku ok 75 000 procedur.

Przy okazji podzielę się refleksją, która przyszła do mnie, gdy przeglądałam brytyjskie strony w poszukiwaniu danych. Jak wielki emocjonalny komfort można poczuć, gdy wchodzi się na stronę wspomnianego wyżej Human Fertilisation and Embryology Authority. W nawigacji, pomagając w ten sposób użytkownikowi strony się odnaleźć, na równi wymienione są możliwości dla par hetero, homo, singli, dawców, surogatek etc. Inny świat….

Linki do źródeł danych:

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,24582683,samotne-samodzielne-matki-to-nie-kwestia-pieniedzy-jestesmy.html

https://www.hfea.gov.uk/media/2894/fertility-treatment-2017-trends-and-figures-may-2019.pdf

About the author

mama_sama

Przyszedł w moim życiu moment, kiedy zaczęłam rozważać samodzielne macierzyństwo. Nie dlatego, że zawsze tak chciałam, czy tak to sobie zaplanowałam. Niestety nie na wszystko w naszym życiu mamy wpływ.

Decyzja o samodzielnym sprowadzeniu na świat dziecka nie jest łatwa na wielu płaszczyznach: emocjonalnej, prawnej, medycznej, finansowej, a w końcu także jej odbioru społecznego. Ale czy to oznacza, że mam rezygnować?

Add comment

By mama_sama

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Archiwa

Kategorie

Meta

About Author

Przyszedł w moim życiu moment, kiedy zaczęłam rozważać samodzielne macierzyństwo. Nie dlatego, że zawsze tak chciałam, czy tak to sobie zaplanowałam. Niestety nie na wszystko w naszym życiu mamy wpływ.

Decyzja o samodzielnym sprowadzeniu na świat dziecka nie jest łatwa na wielu płaszczyznach: emocjonalnej, prawnej, medycznej, finansowej, a w końcu także jej odbioru społecznego. Ale czy to oznacza, że mam rezygnować?