Nadzieja

N

Próbujemy ostatni raz, na stymulacji, poprzez inseminację. Jeśli się nie uda, wjeżdżamy z in vitro.

Dostałam też kolejny pstryczek w nos, pokazujący mi, że ścieżka którą wybrałam, jest totalnie poza uznawanym powszechnie systemem. In vitro nie jest bowiem dofinansowane z pieniędzy publicznych, gdy korzysta się z nasienia dawcy. Czy ktoś mi może wyjaśnić… dlaczego? Jaka logika za tym stoi?

Tym razem dominuje zmęczenie. Nie mogę z siebie wykrzesać nadziei, marzeń, pozytywnych myśli. Robię wszystko jak trzeba, cała procedura – stymulacja, monitoring, zabieg – wszystko dopilnowane. Nie udaje mi się jedynie trzymać diety, bo jedzenie jako jedno z niewielu rozwiązań w pandemii, niesie mi ulgę w napięciu. Cóż… od poniedziałku zatem pusta lodówka i catering dietetyczny – jak nie drzwiami to oknem.

Zaczynam też słyszeć z otoczenia: „na czym polega problem, czemu nie możesz zajść?”. Albo „jeśli zajdziesz” z dużym naciskiem na „jeśli”. To nie pomaga. Wiem, że wypowiadane jest z troską, zainteresowaniem, ale podcina mi i tak już wątłe skrzydła. W sumie wykonałam dotąd 4 pełnoprawne (wykonane przez lekarza) inseminacje. Wcześniejszych samodzielnych, wykonywanych z nasieniem zamawianym samodzielnie zza granicy – po analizie – za bardzo nie liczę. O ile emocjonalne i finansowo były próbami całkowicie pełnoprawnymi, o tyle medyczne – niespecjalnie, szanse były jednak dość wątłe. Generalnie myślę, że najważniejszy powód jest jeden – mam 40 lat, czego się więc spodziewać? Dodatkowo – o problemach z zajściem w ciążę – niezależnie od wieku – zaczyna się mówić dopiero po roku regularnych starań. Moje starania więc jak najbardziej mieszczą się w normie.

Mam nadzieję, że ostatnia piąta inseminacja, okaże się tą szczęśliwą. Ale jeśli nie – nadal nie traktuję tego w kategorii „mam problem z zajściem w ciążę”. Tyle, że jak mam gorszy dzień, zniżkę nastroju, o te komentarze zaczynają wracać w myślach.

Trzymajcie kciuki. Jak widać – nadzieja jeszcze całkiem nie zgasła 🙂

About the author

mama_sama

Przyszedł w moim życiu moment, kiedy zaczęłam rozważać samodzielne macierzyństwo. Nie dlatego, że zawsze tak chciałam, czy tak to sobie zaplanowałam. Niestety nie na wszystko w naszym życiu mamy wpływ.

Decyzja o samodzielnym sprowadzeniu na świat dziecka nie jest łatwa na wielu płaszczyznach: emocjonalnej, prawnej, medycznej, finansowej, a w końcu także jej odbioru społecznego. Ale czy to oznacza, że mam rezygnować?

2 komentarze

By mama_sama

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Archiwa

Kategorie

Meta

About Author

Przyszedł w moim życiu moment, kiedy zaczęłam rozważać samodzielne macierzyństwo. Nie dlatego, że zawsze tak chciałam, czy tak to sobie zaplanowałam. Niestety nie na wszystko w naszym życiu mamy wpływ.

Decyzja o samodzielnym sprowadzeniu na świat dziecka nie jest łatwa na wielu płaszczyznach: emocjonalnej, prawnej, medycznej, finansowej, a w końcu także jej odbioru społecznego. Ale czy to oznacza, że mam rezygnować?